W rejonie wysp Antyli trzęsienia ziemi są rzadkością. Ostatnie o porównywalnej sile miało miejsce w 1946 r., z epicentrum na zajmującej wschodnią część wyspy Dominikanie. Na Haiti jeszcze dawniej, bo w roku 1770. Ponieważ Antyle leżą poza pasem trzęsień i w budownictwie takiego zagrożenia nie brano pod uwagę - budynki mają tu słabe fundamenty i niezbyt solidną konstrukcję. To zadecydowało o dużej ilości ofiar. Wstrząs miał siłę 7 stopni w skali Richtera, a epicentrum trzęsienia znajdowało się 16 kilometrów od stolicy kraju Port-au-Prince. Główny wstrząs trwał tylko minutę, ale to wystarczyło, by stolicę Haiti zamienić w epicentrum chaosu. Zaskoczył wszystkich. Nie przetrwały slumsy, domy biedoty, także pałac prezydencki, budynek parlamentu i pochodząca z połowy XVIII wieku katedra. Tysiące ludzi nie mając dokąd pójść biegają w panice, krzyczą, płaczą. W tym najbiedniejszym kraju zachodniej półkuli żyli dotąd w biedzie za mniej niż dwa dolary dziennie. Teraz bez jedzenia i kontaktów z sobą próbują sobie pomagać. Nie wiedzą dokąd pójść i od czego zacząć. Na własną rękę próbują dotrzeć do zasypanych. Czekają na pomoc dla tych, którzy przeżyli i dla tych, którzy o życie jeszcze walczą pod gruzami. Tragedią jest brak narzędzi do odkopywania zasypanych. Robią to gołymi rękami. Inni w zasypa-nych supermarketach i innych domach szukają jedzenia i wody, która stała się najwyższąwalutą. Według Międzynarodowego Czerwonego Krzyża trzęsienie dotknęło około trzy miliony osób - 30 proc. mieszkańców kraju. W ocenie premiera tego państwa śmierć poniosło około 100 tys. osób. Wielu mieszkańców, w obawie przed szabrownikami, śpi przy swoich domach. Inni przenieśli się na Pola Marsowe, słynną aleję Port-au-Prince, która we wtorek zamieniła się w olbrzymi obóz dla uchodźców. Gdyby nawet znalazła się pomoc, nie mogła dotrzeć do wielu miejsc. Ulice zatarasowane gruzami, wrakami samochodów. Zablokowane wszystkie drogi. Haiti nie ma własnych służb ratowniczych. Ekipy z USA i Islandii dotarły jako pierwsze, w środę. Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama ogłosił, że na Haiti zostanie przeprowadzona „jedna z największych akcji pomocowych w najnowszej historii". Tysiące amerykańskich żołnierzy i cywilnych ratowników z całego świata przerzucanych jest drogą lotniczą i morską. Wylądowały samoloty z ekipami ratowniczymi z Chin, Francji, Hiszpanii i USA. Lecą tony żywości, wody, lekarstw i innych zapasów. Pomaga też Unia Europejska. W ramach unijnego mechanizmu pomocy w sytuacjach kryzysowych 11 państw członkowskich zadeklarowało wysłanie ekip ratunkowych, lekarzy, szpitali polowych, specjalistycznego sprzętu. Z Polski przyleciało 63 ratowników wypo-sażonych w cztery tony specjalistycznego sprzętu oraz 12 psów-ratowników. Według danych MSZ-u w momencie trzęsienia ziemi znajdowało się tu ośmioro Polaków. Nawiązano kontakt z siedmiorgiem. Los jednej osoby był nieznany. Bartłomiej Miedziński, Haiti w gruzach. Nawet sto tysięcy zabitych w kataklizmie. Dziennik Gazeta Prawna, 14.01.2010 Haiti umiera w gruzach, www.tvn24.pl
|